Ubezpieczenie nieruchomości – studium przypadku. Epizod I.

Epizod I „ Atak Fahofcuf”

Dawno, dawno temu w Odległej Galaktyce – o przepraszam dziś nie o tym.

Dziś postaram się napisać kilka zdań o tym, co oferują nam ubezpieczyciele, czy warto korzystać
z ubezpieczenia mieszkania i „dodatków” do takiej polisy. Wszystkie opisane przypadki to moje „wypadki”, nie projekty czyjejś wyobraźni. Byłem zalewany przez sąsiadkę, panów „fahofcuf”, którzy naprawiali dach (to nie byli fachowcy), mój sprzęt rażono prądem – kolejny „mistrz” grzebiący w głównej tablicy z bezpiecznikami , no i sam też zalewałem – sąsiadka obserwowała na swoim suficie moje problemy z wodą w łazience – wszystkie te wydarzenia miały miejsce
w mieszkaniach, które były ubezpieczone, lepiej lub gorzej – o tym dalej – ale zawsze były ubezpieczone.

 

Według różnych statystyk w Polsce ubezpieczona jest co druga nieruchomość (dom lub mieszkanie). Moim zdaniem to o wiele za mało o czym przekonujemy się w tak tragicznych momentach jak powódź, pożar, wypadek, w którym TIR „parkuje” w czyjejś sypialni, gdy redaktor opisujący zdarzenie kończy reportaż „rodzina X jest już pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, burmistrz obiecał pomoc w odbudowie, niestety budynek nie był ubezpieczony”.
Czy to ze względu na to, że chce być „Polakiem mądrym przed szkodą” czy też dlatego, że mój Ojciec mnie tego nauczył, zawsze ubezpieczam swoje mieszkanie i nieruchomości, które oddaje w najem.

A poniżej kilka przypadków, z katalogu „zalania i inne wypadki”.

 

„Fahofcy” atakują – czyli wymiana dachu i basen w salonie.

Moja pierwsza inwestycja – oczko w głowie, o której kiedyś napiszę – mieści się na IV, ostatnim piętrze budynku, dlatego nie miała szczęścia do spokojnych jesieni i zim  – dwa razy mieszkanie było zalewane podczas ulew lub roztopów. Winowajcą był dach – łatany, nie naprawiany, stare sypiące się kominy, gruz zalegający na dachu
i zatykający rynny i rury spustowe, zła krzywizna na daszku nad moim mieszkaniem – woda i śnieg stały na dachu zamiast spływać, pękające ściany, obraz tej tragedii zobaczysz tutaj:

Dach_1 Dach_2 Dach_3 Dach_4

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodatkowo duża antena satelitarna przymocowana do daszku, pod którym jest moja kuchnia, podczas wichur działała jak żagiel, jedna z takich wichur na tyle poluzowała mocowania anteny, że woda tą drogą zaczęła się dostawać pod papę, a potem już prosto na mój sufit

kuchnia_kat3

Pierwsze zalanie miało miejsce końcem października 2012 roku – ubezpieczyciel (TU Benefia) wypłacił jakieś ubezpieczenie – po mojej interwencji u Dyrektor departamentu, którą znałem osobiście, gdyż współpracowaliśmy zawodowo. Nie jestem zadowolony z tej polisy. Na wiosnę samodzielnie naprawiłem szkody, ale nie źródło problemu. Naprawa dachu to sprawa wspólnoty, której na ten czas nie było, większościowy właściciel budynku czyli TP SA nie był zainteresowany żadnymi remontami, a ja nie wiedziałem jak ich zmusić do działania.

Drugie zalanie – ten sam schemat te same szkody – miało miejsce w grudniu 2013 roku. Znów ubezpieczyciel – tym razem inny niż poprzednio, Concordia, likwidacja szkody „na telefon”, wystarczyło wysłać zdjęcia i opis szkód – wypłacił środki na farbę, grunt i trochę tynku. Znów sam naprawiłem szkody w mieszkaniu, ale tym razem pojawiła się nadzieja, wspólnota już formalnie powstała, zbierała fundusz remontowy i miała w planach wymianę dachu, termomodernizację budynku i remont klatki schodowej – o realizacji tych zamierzeń i ich wpływie na cenę m2 mieszkania opowiem w innym wpisie.

Jak postanowiono tak się stało, pod koniec 2014 roku, w listopadzie po kilku tygodniowych przestojach i awanturach z wykonawcą, „fahofcy” zabrali się za kapitalny remont dachu, czyli ściągnęli stare dachówki, a budynek już bez dachu (bez dachówek, zostały same krokwie, więźba itd.) zabezpieczyli niebieską folią i dużymi arkuszami plexy. Niestety ich „zabezpieczenia” poległy w starciu z matką naturą – sobotnia poranna ulewa obudziła moich najemców odgłosem kropel wody w salonie

Salon_swiatła_2

Równie szybko ta sama ulewa, a raczej jej efekty, obudziły i mnie – telefon od najemców zaczynał się od „Zgadnij co tym razem” i tak już wiedziałem jak spędzę sobotę. Jeszcze zaspany pojawiłem się w mieszkaniu  i zobaczyłem to

Salon_swiatła

Woda kapała z halogenów pod sufitem i wypełniała wiadro ustawione pod każdym z nich

Salona_swiatła_wiadro_2

Pod tapetą zbierały się „kieszenie” wody, która po naciśnięciu wypływała na zewnątrz

Salon_tapeta_3

Telefon „poszedł w ruch” na równe nogi postawiłem zarządcę, a potem „fahofcuf” z firmy remontowej. Panowie pojawili się po godzinie, „pachnąc” jeszcze aromatem chmielu, weszli na dach i stwierdzili „To ni My – to łoni”. „Łoni” czyli firma, która montowała zbiorczą antenę satelitarną. Więc, zatrzymałem Panów „fahofcuf” i zadzwoniłem po „łonych”. Mając już wszystkich razem na strychu ustaliliśmy, że to jednak nie firma „od satelity” ale „fahofcy” – źle zabezpieczyli miejsce dachu bez dachówek. Panowie przynieśli kolejny kawałek folii i plexy i jakoś zabezpieczyli dach, klnąc przy tym siermiężnie.

Skoro już nie kapało przeszliśmy do ratowania czego się dało i suszenia mieszkania. Mimo tych starań, po kilku dniach nad oknami na nadprożach pojawił się grzyb

Salon_nadproza

Tym razem ubezpieczyciel – nadal Concordia – przysłał rzeczoznawcę, który obejrzał szkody, zrobił jakiś kosztorys i przez godzinę wypełniał ze mną dokumenty. Remont zleciłem mojej zaprzyjaźnionej ekipie, która na tym etapie współpracy bierze zaliczkę na materiały i pojawia się po ustalonym czasie z fakturami na materiały oraz informacją, że zapraszają na odbiór prac. Tym razem było identycznie. Wszystkie tapety,  zamoknięte gładzie, karton gipsy w całym mieszkaniu zostały zdemontowane, zdecydowaliśmy się na odtworzenie sufitu z halogenami, a zamiast tapet na nierówne ściany położyliśmy tynki drobnoziarnisty.

po_remoncie_1

No i zaczęła się wymiana maili z ubezpieczycielem. Przed rozpoczęciem remontu dostałem zaliczkę na odszkodowanie 1 065,84 zł co wystarczyło na cześć materiału, po przedstawieniu faktur za cały remont na kwotę
4 125,72 zł dostałem drugą część odszkodowania w kwocie 1 238,77 zł i podziękowanie za korzystanie z usług Ubezpieczyciela. Problem w tym, że różnica między kosztem remontu i tym co dostałem od ubezpieczyciela wynosiła 1 821,11 zł – a tego nie przepuszczę. Odwołałem się. W odpowiedzi dostałem wykaz prac i materiałów, za które ubezpieczyciel postanowił zapłacić, a za które nie miał ochoty płacić. Oczywiście nie zgadzałem się z ich twierdzeniami jakoby, położenie nowych tynków był zbyteczną „fanaberią” – co udowodniłem wyliczając, że taniej jest położyć nowy tynk drobnoziarnisty niż wyrównać stare tynki, a następnie tapetować.  Kwestionowane też były koszty robocizny.

Po kilku mailach i uświadomieniu Ubezpieczycielowi, że uruchamiam prawników w ramach ubezpieczenia pomocy prawnej DAS, otrzymałem maila z informacją, że uznano moje stanowisko i przelewają mi brakujące 1 821,11 zł.
W ten sposób po kilku nerwowych mailach dostałem od ubezpieczyciela całość kwoty – wszystkie koszty przeprowadzonego remontu. Od tego czasu jeśli odszkodowanie wydaje mi się za małe odwołuję się i pisze reklamację.

Ubezpieczenie ochrony prawnej DAS.

W tekście powyżej wspomniałem o ubezpieczenie pomocy prawnej DAS. Co do zasady ubezpieczenie to powinno zadziałać za każdym razem, gdy mam jakieś problemy i potrzebuję prawnika. Piszę co do zasady, gdyż jak dotychczas ani razu nie skorzystałem z ich usług. Przy likwidacja wyżej opisanej szkody zgłosiłem się do DAS, ale zanim przeszedłem ich procedurę zgłoszenia roszczenia, sam załatwiłem sprawę i uzyskałem należne mi odszkodowanie od Ubezpieczyciela. Natomiast w innych przypadkach – czy to sprawa przeciwko emitentowi obligacji, windykacja sądowa długu czy analiza zapisów umownych DAS „wykręcił” się od pomocy warunkami OWU. Tak więc co do przydatności tego ubezpieczenia mam mieszane uczucia. Może, gdybym została aresztowany – wtedy DAS wpłaca kaucję i przysyła adwokata – byłbym bardziej zadowolony, ale nie spieszno mi do sprawdzania  tej części OWU.

Epizod I czas zakończyć. Zapraszam do lektury Epizodu II, w którym opisze mniej problematyczne przypadki zalań, przepięć i usuwania szkód. Natomiast osoby chcące skorzystać z ubezpieczenie swojej nieruchomości zapraszam na www.inseco.pl  w tym miejscu od kilku lat kupuję polisy.

 

Ostatnie wpisy

Pozostaw komentarz